Ta nasza młodość... :: ABSOLWENCI :: LO Bartoszyce::
...cz. II
   | modyf: Joanna Synoweć 2016-01-29, 14:38 | 2499 odsłon
serwiszglossie
 

„Ta nasza młodość..."

(fragmenty wspomnień z „Wiadomości Bartoszyckich" C. Wiszniewskiej


Wiele wspomnień z LO wiąże się również z wyjazdami na wykopki. Często bywały to wyjazdy parodniowe. Nocowało się w iście polowych warunkach np. na podłodze świetlicy. Pamiętam taki pobyt w Bielinkach. Tam dziewczęta spały w świetlicy, a chłopcy na sianie w oborze. Zmęczeni całodzienną pracą, zasypialiśmy już, kiedy kierownik internatu pan Urbanek, około godz. 23.00 przyprowadził do naszej opiekunki pani Radowskiej - Sutka czyli Jurka Łohutko w celu tzw, „wyciągnięcia konsekwencji". Pan Urbanek był oburzony, że uczeń IX klasy, wtedy kiedy cały PGR udał się na spoczynek, wywołuje niesamowity hałas, zjeżdżając rurą do podawania siana ze strychu obory na dół. Nie zbity z pantałyku Sutek stwierdzili „Bez mojej woli, chociaż z moją świadomością, zostałem wsadzony przez kolegów do wyżej wymienionej rury i rzeczywiście wywołałem okropny hałas, zjeżdżając na dół, ale było to uczynione w celu nastraszenia brygadzisty, którego nic lubimy, a nie pana Urbanka, który w tym momencie przyjechał do Bielin na rowerze. Zaszła po prostu pomyłka". Nawet bardzo zasadnicza pani Radowska nie mogła się powstrzymać od śmiechu. Sutek po tak precyzyjnym wyjaśnieniu swojego udziału w wywołanym zamieszaniu został wypuszczony wolno.

W sąsiednim PGR stała klasa X. Tam z kolei miało miejsce inne komiczne wydarzenie. W starym poniemieckim domu, gdzie mieściło się kierownictwo, zostali zakwaterowani również wykopkowicze. Dziewczęta na poddaszu, chłopcy na dole. Na poddasze wiodły bardzo strome schody. Wieczorem, kiedy zbliżała się pora snu, chłopcy postanowili urozmaicić sobie życie podglądaniem przez dziurkę od klucza myjących się koleżanek.

Samo pokonanie stromych schodów odbyto się cichutko, jednak przy dziurce od klucza powstała taka przepychanka, że dziewczęta szybko zorientowały się, że są „podziwiane" przez swoich kolegów. Bez zastanowienia otworzyły drzwi i wylały całą zawartość miednicy na amatorów wrażeń wzrokowych. Cała męska ekipa stoczyła się po stromych schodach w dół, a ostatni delikwent miał naruszoną jedynkę w uzębieniu, z powodu bezpośredniego kontaktu z miednicą. Kolega ten jest teraz szanowanym handlowcem w sąsiednim mieście. Upływający czas obszedł się nielitościwie i z resztą jego uzębienia, lecz tę uszkodzoną wtedy jedynkę na pewno do dzisiaj pamięta.



* * * * * *


Po pracowitych wakacjach, spędzonych w brygadach SP, wróciliśmy do szkoły. Byliśmy w X klasie. Zaskoczyły nas duże zmiany, które zaszły w naszej szkole. Przede wszystkim przyszli nowi nauczyciele. Byt to historyk Jan Tuszkowski, biolog Franciszek Śniedziewski, fizyk Dąbkowski, matematyczka pani Kortylewska.

Języka rosyjskiego już wcześniej uczyła nas pani Bronisława Orlukiewicz. Była osobą bardzo młodą. Maturę zdała w wieku 17 lat, studia na WSP trwały wtedy 3 lata, a zatem nasza nauczycielka mima zaledwie 20 lat.

W starszych klasach „przerośnięci" uczniowie byli starsi od Pani profesor.

Tak odmłodzona kadra pedagogiczna bardzo nam odpowiadała. Ze względu na wiek, byli nam bliżsi. Młodzi nauczyciele bardziej rozumieli nasze problemy a nawet czasem w nich świadomie uczestniczyli. Nie robili problemu z przypadkowych zdarzeń, których przyczyną mogła być zwykła młodzieńcza radość.

Pierwszy śnieg wywoływał zawsze zamieszanie w życiu szkoły. Przed wejściem do niej odbywały się istne batalie na kule śniegowe. Walki przenosiły się na teren klas. Pewnego razu, zabarykadowałyśmy się w klasie, chłopcy działali na korytarzu. Zgarniali śnieg z parapetów i okien i atakowali nas śnieżkami. My nie pozostawałyśmy im dłużne. Z parapetów okien w klasie, również zbierałyśmy śnieg i przy każdym otwarciu drzwi. Przez chłopców leciała na nich seria śnieżek z naszej strony. W pewnym momencie, znienacka otworzyły się drzwi, więc Zosia Przylepówna walnęła z całej siły śniegową kulą w tym kierunku.

Oblodzona, twarda kula, trzymana przez Zosię w rękach, pewnie pomknęła przed siebie. Lecz w otwartych drzwiach nie było naszych przewrotnych kolegów, a stała pani Bronia Orlukiewicz, nauczycielka dyżurna. Kula trafiła ją w okolice oka i omal nie zwaliła z nóg. Byłyśmy załamane. Chłopcy nie posiadali się z radości, gdyż wyszli obronną ręką, mimo, że sami prowokowali te śniegowe bitwy. I rzuciłyśmy się do przepraszania pani Broni.

Nie robiła z tego zdarzenia tragedii, przyjęta nasze przeprosiny, mimo, że przez dłuższy czas chodziła z podbitym okiem.

Zyskała u nas dozgonne uwielbienie. Myślę, że panią Bronię cechowała autentyczna życzliwość do uczniów i do ludzi. Z tego względu chyba nie ima się jej czas. Na ostatnim zjeździe absolwentów pojawiła się tak samo piękna i świeża jak przed 30 laty.

Teraz nazywa się pani Truszkowska, wyszła bowiem za naszego historyka i przez wiele lat oboje dyrektorowali w Giżycku. Pani Bronia była dyrektorką Liceum Medycznego, a pan Tuszkowski dyrektorem Liceum Ogólnokształcącego w tym mieście.

Wtedy, gdy rozpoczynał po studiach pracę w naszej szkole, był przystojnym młodym człowiekiem. Pamiętam, że wszystkie dziewczyny zapisały się do kółka historycznego. Pewnie to spowodował urok osobisty naszego historyka. Po zaślubieniu przez niego pani Broni Orlukiewicz, frekwencja na kółku wyraźnie zmalała. Mimo, że pan Tuszkowski był nadal bardzo przystojny i nosił nad czołem wyraźnie uformowany blond lok.

Wychowawcą naszym w X klasie został biolog, pan Franciszek Śniedziewski. On również niedawno skończył wyższą uczelnię.

Lekcje wychowawcze nie zawsze odbywały się według tradycyjnych kanonów. Bardzo często udawało się nam namówić Pana na różne zajęcia, nie mające nic wspólnego z tematyką zajęć wychowawczych klasowego z podopiecznymi.

Pamiętam, że dość często, klasa stawała się ringiem. Chłopcy mieli schowane w szafie rękawice bokserskie, ławki błyskawicznie się rozsuwało i rozpoczynała się walka. Arbitrem w ringu był Pan, zawodnikami uczniowie. Często w charakterze championa występował Jurek Obłamski czyli „Koza". Jurek najczęściej wygrywał walki, a zatem zawsze miał przywilej zmierzenia się z kolegami, którzy za wszelką cenę starali się odebrać mu tytuł zwycięzcy. O ile dobrze pamiętam, to Jurek nie dał sobie tego tytułu aż do matury odebrać.

Później Jurek Obłamski byt czynnym zawodnikiem Sekcji Bokserskiej KS „Budowlani".

Sportowe zainteresowania wychowawcy dodatnio wpływały na naszą klasę. Byliśmy niepokonani w koszykówce i siatkówce. Oprócz Jurka Obłamskiego byt w naszej klasie Rysiek Paluszak - lekkoatleta, który został członkiem kadry narodowej juniorów w biegu na 100 m. Po drodze ustanowił również parę rekordów województwa olsztyńskiego.





*** *** *** *** *** *** ***




[50 lat Liceum Ogólnokształcącego im. Stefana Żeromskiego w Bartoszycach; rok wydania 1997r.]